Skip to content

Relacja z zabiegu usunięcia trzeciego migdałka w Światowym Centrum Słuchu w Kajetanach.

Decyzja o usunięciu migdałka u naszej Oli zapadła 17 miesięcy przed zabiegiem. Tyle czekaliśmy na przyjęcie do szpitala i przeprowadzenie operacji.

17 miesięcy oczekiwania wydaje się dużo ale teraz z perspektywy czasu i doświadczenia stwierdzamy, że naprawę było warto. Większość szpitali dziecięcych w Warszawie oferuje zabieg również po rocznym oczekiwaniu. Nie oferuje jednak sprawnej obsługi, komfortowych warunków pobytu, przemiłego personelu i co najważniejsze pozytywnych wrażeń u dziecka. O wrażeniach naszej córki mogą świadczyć jej słowa przy wyjściu ze szpitala „…szkoda, że już jedziemy do domu, tutaj jest extra…:)”

Pojawiamy się z rana 8.30 w dniu zabiegu w recepcji szpitalnej. Po wylegitymowaniu Pani wskazuje nr sali i możemy iść razem z dzieckiem. Pokoje bardzo przyjazne dzieciom, ładne kolory, przy każdym łóżku jakiś uśmiechnięty zwierzak na ścianie. Wydaje się to mało istotne ale nie prawda, ma to ogromne znaczenie. Dziecko nie stresuje się nadchodzącą operacją, jej uwaga skupia się na podziwianiu wystroju sali i tak nie zdążyła wszystkiego obejrzeć a tu już wchodzi Pani i zaprasza nas na salę operacyjną. Co ważne zarówno dla mnie, zestresowanej mamy, jak i dla mojej 5 letniej, rezolutnej córci, możemy być razem aż do chwili uśpienia.

Co prawda za drzwiami zostaje równie przejęty tata ale trudno, ktoś musi pilnować wejścia :).

Na sali operacyjnej czekają 2 miłe osoby, anestezjolog i chirurg. Oboje z super podejściem do małego pacjenta. Dziecko ma możliwość obejrzeć aparaturę, jest zabawiane ciekawą rozmową, w międzyczasie robi kilka wdechów z magicznej maski (dokładnie 4) i natychmiast zasypia. Po zaśnięciu robione jest wkłucie i podane znieczulenie ale na ten moment jestem już wyproszona za drzwi, gdzie dołączam do męża i pilnujemy wejścia razem.

Po ok 40 min. jestem prowadzona do sali pooperacyjnej, gdzie znajdują się wszyscy dzielni mali pacjenci już bez migdałków. Moja dziewczynka jest jeszcze śpiąca ale radośnie uśmiecha się na mój widok, próbuje usiąść, w zasadzie wygląda jakby się obudziła po przespanej nocy, tylko jeszcze trochę niedospała. Pani doktor informuje mnie o przeprowadzonym zabiegu, aktualnym stanie dziecka i ewentualnych objawach, które mogą, choć nie muszą wystąpić (chodzi o wymioty, u nas nie wystąpiły). Po 10 minutach wracamy na salę, jedni na własnych nogach, inni na wózku. Nam, ku radości dziecka, trafił się wózek (mogła się dziewczyna przejechać). Na widok taty sterczącego pod salą, omal nie pobiegła :). Jednak zgodnie z zalecenia, weszła do łóżka i tam spędziła śpiąc ze 2 godziny. Po obudzeniu zażyczyła sobie picie…. i dobrze, bo dziecko musi uzupełnić płyny i dużo pić. Nasza Ola piła wodę jak nigdy w życiu i jak to sama stwierdziła, była to pyszna woda :). Wodna propaganda trwa nadal 🙂 ku naszej radości bo zazwyczaj wolała soki, kompoty i inne słodkie napitki.

Następnie był krotki spacer, znów powrót do łóżka na jakieś 30 min i potem już powrót do super formy. Zanim nadeszła kolacja (o godz, 18) moje dziecko spałaszowało kajzerkę i nie mogło się doczekać, kiedy będzie jedzonko. Wieczorem wyspane dziecko wolało zabawiać się w operatora pilota od łózka, niż pójść spać. Noc mogłam spędzić razem z Olą, łóżko nie tak szerokie jak w domu, ale nie przesadzajmy, jedną noc można dać radę.

Szczególną uwagę muszę zwrócić na panie pielęgniarki, bardzo miłe i zawsze uśmiechnięte, w zastrzykach roznoszące soczek jabłkowy a czopki to rakiety :). Grunt, to odwrócić uwagę malucha od rzeczy nieprzyjemnych albo sprawdzić, by stały się wręcz przyjemne :). Odpowiednie podejście personelu znaczy ogromnie dużo.

Szkoda tylko, ze nie wszędzie tak jest.

Następnego dnia, po śniadaniu przed godz. 9.00 zostaliśmy skierowani na dół do lekarza po odbiór wypisu. Mimo sporej ilości oczekujących, wszystko poszło sprawnie i ok 10.00 wychodziliśmy ze szpitala, właściwie ze zdrowym dzieckiem i w bardzo dobrych nastrojach.

Po wizycie w szpitalu w Kajetach śmiało mogę przytoczyć stwierdzenie, ze uśmiech nic nie kosztuje a znaczy tak wiele dla pacjentów.

 

Pozdrawiam 

Ela 

Published inŻycie

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *